poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Ulubieńcy lutego i marca

                    W końcu udało mi się wyrwać z otchłani książek, podręczników i setek sprawdzianów i kartkówek, by napisać ten post. Nim się obejrzałam, a był już marzec a chwilę później kwiecień. Dlatego też połączę ulubieńców z tych dwóch miesięcy w jedno. A teraz nie przedłużając zapraszam na ulubieńców lutego i marca.




                    Kolejna rzecz odkryta dzięki mojemu tacie, która pochłonęła mnie bez reszty. O serialu "Z Archiwum X" słyszałam już wcześniej, a nawet miałam urywki wspomnień z dzieciństwa, gdy mój tata oglądał ten serial, a mała Ninka sobie rysowała i pamięta dotąd melodię z czołówki. Też tak macie ? Tak czy inaczej, serial powrócił w wersji miniserialu 25 stycznia na kanale FOX. Zawsze było tyle szumu wobec niego, więc chciałam zobaczyć co w nim takiego wyjątkowego. I przepadłam. Zaczęło się wyczekiwanie na nowy odcinek, a kiedy okazało się, że to tylko miniserial i będzie miał sześć odcinków byłam bliska rozpaczy. Bogu dzięki można zobaczyć stare odcinki i tak rozpoczęła się moja fascynacja Archwium X. Spędziłam cały weekend na oglądaniu pierwszego sezonu, a jest ich razem dziewięć. Niestety zatrzymałam się w połowie drugiego, ze względu na to, że mam dość dużo spraw na głowie, oczywiście głównie szkolnych. Jednak za każdym razem, gdy znajdę chwilę na obejrzenie chociaż jednego odcinka sprawia mi to ogromną przyjemność. Generalnie cały serial opowiada o dwójce agentów FBI. Fox Mulder i Dana Scully prowadzą razem Archiwum X, które jest wydziałem podlegającym Federalnemu Biurowi Śledczemu, do którego trafiają sprawy nie dające się wyjaśnić w racjonalny sposób. Z jednej strony jest wierzący w zjawiska paranormalne i łatwowierny Mudler, a z drugiej sceptycznie nastawiona do spraw nadnaturalnych Sully, która każdą jego teorię podważa naukowymi faktami, jednak im dłużej pracuje z Mulderem, tym bardziej zaczyna w nie wierzyć. Nigdy nie byłam fanką filmów, seriali o paranormalnych zjawiskach. A wróć. Poza takim etapem w moim życiu, gdy kochałam sagę "Zmierzch"... Zapomnijmy o tym. Jednak ten serial opowiada o tych wszystkich zjawiskach w taki sposób, że naprawdę jesteśmy w stanie w nie uwierzyć i zadać sobie pytanie "A co jeśli tak jest naprawdę ?". Tym bardziej polubiłam ten serial, ponieważ uwielbiam teorie spiskowe a taka nutka tajemnicy jest czymś co kocham. Może nie jestem skłonna w nie wszystkie ślepo wierzyć, ale lubię poznawać inną wersję niż znam i jaką przedstawia nam świat. Jeśli nie chcecie oglądać całego serialu to polecam obejrzeć film, ponieważ  powstały aż dwa - "Z Archiwum X: Pokonać przeszłość" i "Z Archwium X: Chcę wierzyć", które są powiązane z serialem, ale jednocześnie są zrozumiałe dla osób nieznających wersji telewizyjnej.







                    
                    Luty to oczywiście nic innego jak Oscary. W tym roku muszę przyznać, że obejrzałam wszystkie filmy, które były nominowane. Szczególnie podobały mi się "Dziewczyna z portretu", "Spotlight" oraz "Pokój". I właśnie o tym ostatnim zamierzam dziś się rozpisać. "Pokój" został wyreżyserowany przez Lenny'ego Abrahamsona, który jest również twórcą świetnego filmu "Frank". Film opowiada historię młodej kobiety Joy, która kilka lat wstecz została porwana i zamknięta w szopie. Mieszka w niej w raz z synkiem, który jest dzieckiem jej oprawcy. Chłopiec urodził się w tych okolicznościach i nigdy nie widział świata zewnętrznego. Pomimo całej sytuacji i warunków jakie mieli, Joy stara się dać wszystko co może swojemu dziecku, a także stara się uchronić go od straszliwej prawdy. Jack żyje w przekonaniu, że pokój jest całym światem, a porywacz jest postacią zwaną "Starym Nickiem", który dzięki magii przynosi im jedzenie, ubrania i inne niezbędne rzeczy. Każdy ich dzień jest taki sam, a jedynymi istotami jakie zna Jack są umywalka, telewizor, szafa, z którymi zawsze się wita. W końcu Joy uznaje, że chłopiec jest na tyle duży, by wyjawić mu prawdę i uciec z tego miejsca. Ich koszmar ma się w końcu skończyć. Ale czy na pewno? Więcej Wam nie zdradzam, ponieważ od tego momentu zaczyna się tak naprawdę główny wątek filmu, czyli stawienie czoła światu, który okazał się dużo większy niż wydawało się małemu Jack'owi. Mimo, że to Brie Larson otrzymała Oscar'a za pierwszoplanową rolę ( całkowicie zasłużenie ), to moje serce skradł mały Jacob Tremblay. To jak on zagrał w tym filmie, przechodzi ludzkie pojęcie, a ma on tylko dziewięć lat. Historia jest poruszająca, dotyka wielu niewygodnych tematów, ale jest to film, który zostaje w naszej pamięci na długi czas. Chyba człowiek z sercem z kamienia mógłby obejrzeć ten film bez wzruszenia. Serdecznie Wam polecam.

  
                                      


                    Książka, która gościu na mojej półce już od dłuższego czasu, ale ostatnimi czasy sięgałam po nią codziennie to "Plusy i minusy" Janusza Kapusty. Jest on polskim malarzem, rysownikiem i scenografem. Współpracuje z wieloma magazynami znanymi na całym świecie, takich jak "The New York Times", "The Washington Post", czy z naszą rodzimą gazetą "Rzeczpospolitą". Nigdy nie byłam fanką poradników typu "Jak żyć ?", ale zawsze lubiłam złote myśli, które są krótkie, ale uderzają w sam punkt. Ta książka jest moim zdecydowanym faworytem wśród książek tego typu. Mamy tak jakby kilka rozdziałów, które dotyczą danego zagadnienia. Każdy cytat jest opatrzony rysunkiem, które urzekły mnie z tego powodu, iż nie są one do końca oczywiste, a ich znaczenie często jest zabawne czy wręcz intrygujące. Człowiek dla mnie tym bardziej wyjątkowy, ponieważ jest honorowym obywatelem mojego miasta, a pomnik odkrytego przez niego K-dronu stoi u nas dumnie. Taka anegdotka ;) Tutaj możecie przeczytać kilka moich ulubionych cytatów z tej książki do myślenia.














                    Luty należał zdecydowanie do Leonardo DiCaprio, który w końcu zdobył swojego wymarzonego Oscar'a po dwunastu latach od pierwszej nominacji. A miał ich aż pięć, włącznie z nominacją za rolę w  "Zjawie". Pojawiło się wiele opinii, czy powinien dostać tę nagrodę, czy też nie. Cóż, ja jestem w tym obozie przeciwnym, jednak z małym "ale". Nie poddaje wątpliwości jego zdolności aktorskich, jednak sądzę, że przyznanie mu Oscara było trochę "na przymus". Wszyscy wokół mówili, że jeśli teraz nie dostanie to już nigdy, że film był zrobiony specjalnie pod niego itd. Moim faworytem w tym roku był Eddie Redmayne za rolę Einara Wegenera w filmie "Dziewczyna z portretu", ale myślę, że to nie ostatnia genialna rola tego aktora i nie ostatnia nominacja do Oscara. Jeśli nie za "Zjawę", to za cały swój kunszt aktorski należał mu się Oscar, a więc dajmy Leonardo nacieszyć się jego upragnioną i w pełni zasłużoną nagrodą.





1.Disclosure ft.The Weeknd "Nocturnal"




Tak... Nastał ten czas, gdy muszę zakupić nowego współlokatora dla płyt mieszkających na półce w moim pokoju. Disclosure zachwyciło mnie jedną piosenką. Potem drugą. Potem trzecią. Aż kupili mnie całym albumem. "Nocturnal" jest dla mnie tym bardziej fantastyczną piosenką ze względu na głos The Weeknd. Oni wiedzą z kim współpracować, żeby mnie oczarować. 


2.Disclosure "Jaded"




Znowu oni. Kolejna piosenka Disclosure, która mnie zachwyciła. Cóż poradzić.


3.Skunk Anansie "Love Someone Else"




Głos Skin jest jednym z moich ulubionych damskich wokali w muzyce. Uwielbiam jej teksty i ogólnie całą jej osobowość. Najnowszą płytę Skunk Anansie już mam i jest odtwarzana u mnie nieustannie. "Love Someone Else" jest jedną z moich ulubionych piosenek z albumu "Anarchytecture".


4.The Dumplings "Kocham Być Z Tobą"





Artyści tacy jak The Dumplings są dla mnie nadzieją polskiej muzyki. Poznałam ich dzięki kanałowi Łukasz Jakóbiaka na YouTubie, gdzie przeprowadził z nimi wywiad. Byłam pod wrażeniem talentu dwójki tak skromnych i niepozornych młodych ludzi, którzy dopiero raczkowali w świecie muzyki. Minęły trzy lata od tamtego wywiadu, a The Dumplings wydali już dwie płyty i zdobyli Fryderyka za fonograficzny debiut roku. Oby tak dalej.


5.Brodka "Horses"




Kocham Monikę Brodkę w każdym wydaniu. Kochałam za "Ten", za cały album "Granda" wielbiłam, nawet minialbum "LAX" skradł moje serce, a teraz wraca z nową płytą 13 maja. "Horses" po raz kolejny ukazuje jej kunszt muzyczny, za który bardzo ją cenię.


4 komentarze:

  1. Przyznam, że większości Twoich ulubieńców nie znam, więc czas nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłego dnia :)
    Obserwujemy ? :) Daj znać u mnie.
    http://bedifferent-ania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Film "Pokój" jest wybitny! Oglądałam z zapartym tchem. Jeśli chodzi o muzykę, to mamy trochę inny gust ;)
    http://les-roux.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń