środa, 31 sierpnia 2016

Ulubieńcy lipca i sierpnia


          Nawet nie mówmy o tym, jak szybko zleciał lipiec i jest już koniec sierpnia. Proszę. Bo to jest niepojęte jak ten czas leci. I zaraz szkoła, mój egzamin na prawo jazdy, osiemnastka ... Ech, lepiej nie gadać. Zapomnimy o tym, że jutro 1 września  i cieszmy się ostatnim dniem wolności.


          Jeśli myślicie, że woski mogą być palone tylko zimą i jesienią, to się mylicie. Woski są moim must have niezależnie od pory roku. Zdecydowanie moim letnim faworytem jest wosk Kringle Candle Sunflower. Przede wszystkim, W ŻYCIU bym się nie spodziewała, że tak piękny może być zapach słonecznika. Jest to chyba mój ulubiony wosk ze wszystkich, które posiadam. Producent opisuje ten zapach w następujący sposób : ,, Klasyczny aromat, który na myśl przywodzi ostatnie słoneczne tygodnie lata ? Radosny zapach żółtych słoneczników na długich zielonych łodygach nawet w chłodny wieczór pozwala poczuć ciepło sierpniowych dni” Szczerze mówiąc nie kojarzę słonecznika pachnącego w ten sposób, ale jest to na pewno piękny, świeży, kwiatowy zapach, który nie jest duszący, a gdy zgasimy wosk zapach nadal unosi się w powietrzu.

         
          Jestem posiadaczką grubych, gęstych włosów, odziedziczonych po tacie. Dla mnie nie raz przekleństwo, przy próbie rozczesania ich, a dla moich koleżanek powód do zachwytu. Nigdy nie przykuwałam ogromnej uwagi do pielęgnacji włosów, zresztą nie było takiej potrzeby. Jednak około dwóch lat temu zdecydowałam się na ombre. Moje brązowe, prawie czarne włosy, za cholerę nie chciały się rozjaśnić, więc trzeba było je potraktować rozjaśniaczem. No. Właśnie. ROZJAŚNIACZ. Nie ważne jak w dobrym stanie są nasze włosy, jeśli są rozjaśnione będą potrzebowały dodatkowej miłości. Wtedy też kupiłam pierwszy jedwab do włosów i tak dbałam o moje włosy, które pomimo rozjaśnienia były w bardzo dobrym stanie. Teraz moje włosy wróciły do naturalnego koloru, głównie dzięki ostremu cięciu, ale pielęgnacja włosów została. Poza oczywiście szamponem, odżywką i mgiełką do łatwiejszego rozczesywania włosów, używam także serum na końcówki. Podczas wyjazdu do Londynu, w drogerii Boots trwała promocja na produkty do włosów i  tak namówiłam na to serum moje dwie koleżanki, bo w cenie dwóch opakowań były trzy. Good deal. Serum o którym mówię to odżywcze serum, regenerujące końcówki z mleczkiem kokosowym z firmy Organix. Serum jest naprawdę, bardzo, ale to bardzo wydajne. Wystarczy wycisnąć jedną pompkę na dłonie, rozetrzeć i wetrzeć we włosy. Ja zazwyczaj wcieram je od połowy długości, żeby nie obciążyć włosów. Jest naprawdę świetne, włosy są miękkie, a o problemie z rozdwojonymi i przesuszonymi końcówkami można zapomnieć. No i pachnie kokosem !


          Skoro już przy kokosie jesteśmy, to również w Londynie kupiłam mini perfumy Victoria's Secret Coconut Passion. Chciałam zobaczyć jak wygląda sam sklep, bo tyle jest szumu wokół tej marki, a przy okazji była promocja na te perfumy z siedmiu na pięć funtów, więc stwierdziłam ,,Why not ?". Uwielbiam takie mini wersje, bo są świetną opcją do wrzucenia do torebki. Niestety mój ulubiony zapach IN2U z Calvina Kleina jest w dość masywnej butelce, więc nie uśmiecha mi się go nosić do torebki, natomiast Coconut Passion jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Szkoda, że nie robią ich w np. 30 ml wersji, ale i tak czaję się na mgiełkę o tym samym zapachu, która jest dużo większa a i trwałość podobno całkiem niezła. 


           Najlepsze na koniec, a mianowicie kosmetyki firmy Lush. Gdy byliśmy w Oksfordzie podczas mojej podróży do Anglii, mieliśmy dwie godzinki na zakupy. Ogólnie przed samym wyjazdem stworzyłam sobie w moim telefonie folder ze screenshotami produktów, które chciałabym kupić w Londynie. Na tej liście były kosmetyki m.in. Lush. Firma Lush powstała w 1995 roku, a jej założycielami byli Liz Weir  i Mark Constantine. Filozofia tej firmy opiera się na korzystaniu ze świeżych owoców i warzyw, naturalnych olejków oraz minimalnych ilości bezpiecznych dla nas syntetyków, wykluczając zupełnie produkty pochodzenia zwierzęcego jak i testowanie na zwierzętach. Kosmetyki są wytwarzane ręcznie, co możecie zobaczyć na kanale Lush na Youtube. Ich minusem jest krótka data ważności, ale jest to zrozumiałe biorąc pod uwagę świeżość i naturalne pochodzenie wszystkich składników. Także jak tylko zobaczyłam sklep Lush, który wołał mnie i Oliwkę z drugiego końca ulicy, wiedziałam, że muszę tam wejść. A więc weszłyśmy ... I przepadłam. Znalazłam się w raju. To był najpiękniejszy sklep jaki kiedykolwiek widziałam ! Wszędzie kule do kąpieli, pięknie wystawione kosmetyki, świeże maski w ladach z lodem ... ACH ! Podeszła do nas ekspedientka z którą rozmawiałyśmy ponad pół godziny (!) nie o kosmetykach, nie o Lush. O wszystkim. Rozmawiała z nami jak nam się podoba w Londynie, czy to nasza pierwsza zagraniczna podróż, czy bardziej nam podoba się Oksford czy Londyn, my z nią rozmawiałyśmy na temat Polski, okazało się również że jej chłopak ma rodzinę z Polski i generalnie tak miło nam się z nią rozmawiało, że spóźniłyśmy się na zbiórkę. Ale było warto, bo miałyśmy okazję porozmawiać z kimś po angielsku. Więc na zbiórkę przyszłam szczęśliwa z rozmowy i z fantastycznych zakupów. A na nich upolowałam czyścik (tak go nazwijmy, bo nie mam lepszego tłumaczenia na cleanser) Dark Angels. To był mój must have na liście zakupów. Niektórym przeszkadza jego zapach, ale ja go uwielbiam, jest taki ziemisty i świeży. Zawiera on węgiel drzewny, który ma za zadanie absorbować sebum, olej z awokado, który zmiękcza skórę, ponieważ sam czyścik jest dość mocny, glicerynę, czarny cukier, dzięki któremu zawdzięczamy peeling i głęboko oczyszczające błoto marokańskie Rhasshoul. Ja tego czyścika używam co dwa dni, gdyż nawet dla mojej mieszanej cery jest on silny, a jak wiemy co za dużo to niezdrowo. Ma formę pasty, którą musimy nabrać na dłoń i wymieszać z wodą, po czym nałożyć na twarz. I jak dla mnie działa fantastycznie ! Moja cera po takim oczyszczeniu jest miękka, wygładzona i moje pory są o wiele, wiele mniej widoczne. Nie zapomnę jak razem z Olą, moją koleżanką z pokoju, poszłyśmy tego samego dnia go wypróbować i mój szok po przejrzeniu się w lustrze i NATYCHMIASTOWYM znacznym oczyszczeniu się wągrów i zmniejszenia porów. Aż musiałam ją zapytać, czy tylko ja to widzę, bo może tak się zakochałam w Lush, że ich faworyzuje. Nope. Ostatniego dnia Ola także dokonała zakupów w Lush .







          Kolejna zdobycz z Lush to maseczka Mask Of Magnaminty. Wybrałam tą ponieważ jest jedną z dwóch maseczek z Lush, których nie trzeba przechowywać w lodówce, a biorąc pod uwagę naszą podróż byłoby to dość kłopotliwe. Ach ... Jak ja kocham ten produkt.Ja mimo wszystko trzymam go w lodówce, bo nie dość, że pachnie miętą to ona w połączeniu z chłodem daje tak fenomenalnie orzeźwiające uczucie na skórze ...  KOCHAM ! Maseczka zawiera kaolin (białą glinkę), fasolę azuki, wiesiołek lekarski, olejek z mięty pieprzowej, które sprawiają, że cera staje się oczyszczona i gładka.Używam jej dwa, trzy razy w tygodniu i nakładam ją na jakieś 15-20 minut. Jej ogromnym plusem jest to, że nie zastyga na naszej twarzy, dzięki czemu mogę normalnie mówić, gdy ją mam na sobie. Razem z Dark Angels bardzo pozytywnie wpłynęły na stan mojej skóry, do której nie mam zarzutów, no może poza tymi sporadycznymi niespodziankami od czasu do czasu i nadal trochę widocznymi porami, ale no cóż, nikt nie jest idealny. Teraz czekam do swoich urodzin, kiedy to zrobię napad na stronę internetową Lush, bo niestety ich sklepu nie ma w Polsce. Gdyby był ... Macie już wierną klientkę. 






                                                                                          
          14 lipca wybrałam się z moim znajomymi na film ,,Iluzja 2". Przed wyjazdem miałam obejrzeć pierwszą część, ale nie udało mi się, jednak mimo to obejrzałam dwójkę bez problemu ze zrozumieniem fabuły. Jedynkę udało mi się obejrzeć dwa dni później i zazwyczaj jest tak, że druga część jest gorsza od pierwszej. Cóż szczerze mówiąc, w tym przypadku ,,Iluzja 2" bije na głowę swojego poprzednika. ,,Iluzja" kończy się ostatnim napadem na bank grupy magików Czterech Jeźdźców. Teraz postanawiają powrócić. Uciekając przed policją i rozwścieczoną publicznością, postanawiają dowieść swojej niewinności. I na tym zakończmy, bo nikt nie lubi spoilerów. Przede wszystkim - DANIEL RADLIFFE.  Postać zagrana genialnie, barwna i świetnie wykreowana. Harry Potter w roli złego charakteru ? Trzy razy tak. I nie, nie jestem ogromną fanką serii ,,Harry Potter". Jedna z moich ulubionych aktorek, czyli Lizzy Caplan wypadła według mnie lepiej niż Isla Fisher w poprzedniej części. Swoją charyzmą i talentem komediowym wniosła bardzo dużo do filmu. Film oglądało się miło i przyjemnie. Fabuła jest stosunkowo prosta, a zarazem ciekawa. Sztuczki magiczne i iluzjonistyczne dodają smaczku całemu filmowi. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, a z tego co wiem ma ich być kilka, więc ALLELUJAH ! No i finał filmu rozgrywa się w Londynie, także wiadomo - ma u mnie kolejny plus. 


    


Dobra, może to będzie dość oklepany wybór, ale osobą miesiąca jest dla mnie Anita Włodarczyk. Kobieta, która zdeklasowała swoje przeciwniczki i przy tym uzyskała wynik lepszy od złotego medalisty w rzucie młotem, w kategorii mężczyzn. Jakieś pytania dlaczego należą jej się brawa ? Nie ? No to cieszmy się z tego złota i ogromne gratulacje dla pani Anity. 



1. Die Antwoord ,,Banana Brain"


                                               

Z tym zespołem mam podobnie jak z Marylinem Mansonem i określam ich mianem ,,dziwnie fascynujący". No bo nie ukrywajmy - są porąbani. Ale w tej swojej inności są jeszcze bardziej ciekawi jako artyści. Ten zespół poznałam dzięki piosence ,,Pitbull Terier" i jak nie przepadam za tego typu brzmieniami, tak w tym przypadku ich muzyka mnie wciągnęła. ,,Banana Brain" jest zapowiedzią nowego albumu, na który czekam z niecierpliwością i na ich kolejny koncert w Polsce, na którym mam nadzieję będę. 

2.Hooverphonic ,,Badabum"

                                             

Jeśli teraz słuchając tej piosenki, wydaje Wam się, że gdzieś to słyszeliście, to nie mylicie się, bo jest to piosenka z nowej ramówki Polsatu. Od razu wpadła mi w ucho i tak jakoś została dodana do mojej playlisty. 

3.Lorde ,,Don't Tell 'Em" cover  

                                            

O mojej miłości do Lorde napomniałam już w poście ,,Chcę wyglądać jak ...". Niedawno słuchając jej muzyki natrafiłam na jej cover, który nagrano przy okazji jej występu na żywo w BBC Radio. Kocham jej głos, jej osobowość i tak samo kocham ten cover. 

4.Grace ft.G-Eazy ,,You Don't Owe Me"


                                         


Piosenka, która mnie zaciekawiła, kiedy zobaczyłam zwiastun filmu ,,Legion Samobójców". Tekst, muzyka i głos Grace to piękne połączenie, którego miło się słucha. 

5.Disclosure ft. Brendan Reilly ,,Moving Mountains"

                                         

Ile razy Ci Panowie gościli u mnie w ulubieńcach ... Co ja poradzę, że UWIELBIAM ich muzykę. I czekam aż przybędą do Polski, bo najlepsza muzyka to muzyka na żywo. 



5 komentarzy:

  1. Great review! Wonderful photo and music!
    Would you like to follow each other? Follow me on Blog and Google+ and I'll follow you back!
    Blog ♡Reckless diary by Anya Dryagina♡
    My ♡Instagram♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Też byłam na Iluzji 2 i całkiem fajna, a Legion Samobójców uwielbiam, szkoda tylko że wycieli Jokera ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahh muszę kupić ten wosk skoro ma taki piękny zapach! :D

    Zapraszam do obserwacji♥Buziaki xx ZYCIEDLAPASJI.BLOGSPOT.COM-klikaaaj:D

    OdpowiedzUsuń
  4. zapraszam do mnie na ulubieńców http://bygigisa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Też byłam na Iluzji 2 i całkiem fajna, a Legion Samobójców uwielbiam

    บาคาร่าออนไลน์

    OdpowiedzUsuń